Nasza wizyta w Niemczech

 

27 marca 2007r. wybraliśmy się ze szkolną delegacją do szkoły niemieckiej w Schwanebeck. Wyjazd ten był zorganizowany w ramach Programu Socrates-Comenius, który jest realizowany w naszej szkole od prawie roku. W wyjeździe oprócz mnie wzięło udział jeszcze trzech uczniów z mojej klasy i klas szóstych oraz panie uczące języka angielskiego – p. Anna Bober i p. Anna Sieńkowiec.
Najbardziej z wyjazdu do Niemiec podobała mi się wycieczka do Berlina. Widziałam tam Plac Aleksandra, na którym stoi słynny zegar – można na nim sprawdzić, która jest godzina we wszystkich stolicach świata. Z jednej strony zegar jest niebieski, a z drugiej pomarańczowo-zielony. Kolor niebieski w danej stolicy oznacza noc, a jasne kolory dzień. Duże wrażenie zrobiła też na mnie wielka Brama Brandenburska. Można było ją oglądać od wewnątrz i od zewnątrz. Idąc dalej mijaliśmy kolejny plac wypełniony betonowymi klocami o różnej wielkości. Miejsce to jest pomnikiem poświęconym pamięci wszystkich Żydów wymordowanych podczas wojny. Jeden taki klocek oznaczał kilka tysięcy zabitych. Poza tym widzieliśmy tak wiele innych znanych budynków w mieście, że trudno mi je wszystkie wyliczyć. W stolicy spędziliśmy niemal 8 godzin ciągle w ruchu, więc kiedy wróciliśmy do szkoły naszym jedynym marzeniem było jak najszybciej wrócić do naszych polskich domów i odpocząć.
Bardzo miło wspominam mój pobyt w Niemczech. Poznałam tam wielu przyjaciół, z którymi spędzałam czas wolny grając, czy rozmawiając o naszych domach. Miałam też okazję sprawdzić się w dwóch językach, których się uczę – niemieckim i angielskim.
Sara Śnioch kl. Vb
 


 

Z wizytą w szkole niemieckiej

27.03.2007.
Wyjechaliśmy sprzed szkoły o godzinie 12.15. W sumie jechaliśmy około pięciu godzin. Na szczęście w busie nie było nudno. Panowała tam świetna atmosfera. Dojechaliśmy na godzinę 16.20, czyli kilkadziesiąt minut przed czasem. Dzięki temu mieliśmy czas na dokładne zapoznanie się ze szkołą od zewnątrz i boiskiem szkolnym. Szkoła była niewielka, ale dobrze wyposażona i w miarę nowoczesna. Boiska były wspaniałe; 2 boiska na trawie i jedno na specjalnej nawierzchni do gry w piłkę nożną, koszykówkę i siatkówkę.
Nareszcie przyszedł moment kiedy nasze rodziny po nas przyjechały. Wszyscy byliśmy bardzo zestresowani, ale sobie jakoś poradziliśmy. Po krótkim zapoznaniu wsiedliśmy w samochody i pojechaliśmy do naszych domów. Na początku przedstawiono mi wszystkich członków rodziny i pokazano mi cały dom. Gdy się rozpakowałem i wręczyłem wszystkim prezenty, Florian (Florian to chłopiec, u którego mieszkałem przez 4 dni) zaproponował, abyśmy na przykład pograli w piłkę nożną, i tak na różnych grach zeszło do wieczora.
28.03.2007.
Rano musieliśmy wstać o 7, umyć się i iść na 8 do szkoły. W szkole spotkałem Patryka i natychmiast wymieniliśmy się wrażeniami z pierwszego dnia pobytu. Potem było prezentowanie się szkół, które przybyły na wizytę do Niemiec. Oprócz naszej szkoły była szkoła z Finlandii i Łotwy. Po przedstawieniu rozeszliśmy się do klas. Ja i Patryk byliśmy w tej samej klasie. Uczyliśmy dzieci z Niemiec liczyć po polsku do 10 i nazywać po polsku podstawowe kolory. Pod koniec zajęć cała klasa wyszła na dwór grać w piłkę nożną.
Po zajęciach odebrał nas tata Floriana, zabrał też Patryka i Roberta (Robert to chłopiec, u którego mieszkał Patryk) i pojechaliśmy do Berlina na ‘TV Tower’, czyli wieżę telewizyjną. Wysokość wieży wynosiła 365 metrów, lecz my byliśmy na wysokości 216 metrów. Widok z wieży był niesamowity, było widać całą panoramę Berlina i można było dostrzec jakie to ogromne miasto. Po zjechaniu windą z wieży wybraliśmy się na spacer po Placu Aleksandra i jego okolicach.
Po około godzinie zwiedzania dojechała do nas mama Roberta i zabrała nas na kręgle do Schwanebeck, miejscowości w której znajdowała się szkoła. Na kręglach spędziliśmy ponad 2 godziny dobrej zabawy. Do domu wróciliśmy około godziny 20.30.
29.03.2007.
Wstaliśmy tak samo jak poprzedniego dnia o 7 rano i pojechaliśmy do szkoły na rowerach. Tego dnia klasa Floriana i Roberta zabrała nas z nauczycielkami i uczniami ze szkół w Łotwie, Finlandii i Polsce do miasteczka Bernau, które miało ponad 900 lat.
W miasteczku było wiele zabytków. Oglądaliśmy mury obronne, które przetrwały w wielu miejscach. Zwiedzaliśmy katedrę, muzeum, w którym było odtworzone życie ludzi w tamtych czasach.
W piwnicach muzeum znajdowała się sala tortur, było w niej wiele ciekawych przyrządów do zabijania i karcenia ludzi za złe uczynki. Po zwiedzaniu poszliśmy do parku nad staw, a potem na lody. Około godziny 13 wsiedliśmy w autobus i wróciliśmy do Schwanebeck. Zajęcia szkolne zakończyły się i ja z Florianem pojechaliśmy do domu, aby zostawić plecaki i pojechać do klubu młodzieżowego, który znajdował się przy szkole.
Po klubie poszliśmy z całą rodziną Floriana na wielkanocny kiermasz, który odbył się w szkole. Można było tam kupić ciasto i picie. W poszczególnych klasach były różne świąteczne ozdoby, które można było w każdej chwili wykonać. Na dworzu odbywały się różne konkursy, a potem rozpalono też ogromne ognisko.
Po festynie wróciliśmy z Florianem, jego tatą i mamą do domu. W domu musiałem się spakować, gdyż następnego dnia już mieliśmy wracać do Polski. Potem grałem z Florianem na playstation.
30.03.2007.
Wstaliśmy o siódmej i pojechaliśmy z Floriana tatą na godzinę 8 do szkoły. Już rano musiałem się pożegnać z rodzicami Floriana. Dostałem płytę CD zespołu, w którym tata Floriana gra na perkusji. Po tym, jak się pożegnaliśmy ze wszystkimi, czyli Florianem i jego klasą pojechaliśmy z inną klasą ze szkoły, nauczycielami i uczniami z innych państw na wycieczkę do Berlina. Jechaliśmy najpierw autobusem, a potem metrem. Zaczeliśmy od Placu Aleksandra i zmierzaliśmy ku centrum miasta. Po drodze zwiedziliśmy pomnik postawiony na cześć wszystkich żołnierzy niemieckich, którzy zginęli w wojnach, zobaczyliśmy fontannę Posejdona, Czerwony Ratusz, kościół, który przetrwał pożar, fundamenty pałacu, Reichstag czyli niemiecki parlament, Bramę Brandenburską i pomnik ku pamięci wszystkich Żydów, którzy zostali zamordowani przez Niemców. Na koniec zobaczyliśmy fragment Muru Berlińskiego, który został zburzony.
Po zwiedzaniu klasa ze szkoły niemieckiej poszła do kina, a my mieliśmy czas, żeby pójść pozwiedzać coś jeszcze raz, kupić pamiątki, czy iść coś zjeść. My, czyli uczniowie i nauczycielki z Polski poszliśmy na początek do McDonald’s na obiad, a potem poszliśmy do pobliskiej galerii handlowej, aby kupić pamiątki i prezenty. Po zrobieniu ‘zakupów’ powróciliśmy na uzgodnione miejsce i wraz z klasą wróciliśmy metrem do Schwanebeck.
W szkole czekaliśmy na bus, który miał nas zabrać z powrotem do Polski. Pan kierowca wreszcie pojawił się i mogliśmy wyruszyć w drogę. W busie znów panowała wesoła atmosfera aż do końca podróży. Pod szkołą czekali na nas rodzice, aby nas zabrać do POLSKICH domów.
Damian Kowanda kl. VIb



Dzień 1
W dniu naszego wyjazdu musieliśmy stawić się przed szkołą razem z bagażami o godzinie 12. W czasie gdy bus ruszał byłem bardzo wzruszony, ponieważ byłem świadomy tego, że nie zobaczę się z bliskimi przez 4 dni. W busie podczas drogi do Schwanebeck było zabawnie, lecz gdy podjechaliśmy pod szkołę niemiecką wszyscy bardzo się denerwowaliśmy. W końcu bus zaparkował i wysiedliśmy. Byliśmy zaskoczeni, ponieważ szkoła z zewnątrz wyglądała bardzo nowocześnie. Kiedy do szkoły przyjechała moja rodzina bardzo się zdziwiłem – Robert, u którego mieszkałem uczeń piątej klasy nic nie mówił po angielsku. Porozumiewałem się tylko z jego mamą. Kiedy zobaczyłem ich dom bardzo się ucieszyłem – był dosyć duży i bardzo ładnie, choć skromnie, urządzony. Po przyjeździe poszliśmy spać.
Dzień 2
Na drugi dzień rano pobudkę zrobiła mi Rebeka, młodsza siostra Roberta. Zaczęła płakać najgłośniej, jak kiedykolwiek słyszałem. Kiedy przyjechaliśmy do szkoły i zobaczyłem główny hol byłem nieco zdziwiony. Szkoła była bardzo nowoczesna, lecz mała, w każdym bądź razie mniejsza od naszej. W klasie podczas lekcji było wesoło, ponieważ Niemcy musieli mówić liczby i nazwy kolorów po polsku. Po szkole przyjechał po nas tata Floriana (Florian to chłopak, u którego mieszkał Damian). Wszyscy pojechaliśmy do Berlina na wieżę telewizyjną. Byliśmy na wysokości 216 metrów, ale i tak nie widzieliśmy całego Berlina. Następnie pojechaliśmy na kręgle, gdzie spędziliśmy około trzech godzin. Bawiliśmy się świetnie.
Dzień 3
Tego dnia dużo się nie działo, ale też było ciekawie. Zwiedzaliśmy Bernau, gdzie byliśmy u burmistrza tego miasta, zobaczyliśmy byłe mury miejskie oraz dosyć wyjątkowe miejsca jak na przykład domek kata. W piwnicach tego domu były przerażające obrazy przedstawiające dawne, średniowieczne sale tortur. Narzędzia, które były w tej piwnicy służyły do zabijania i znęcania się nad nieszczęśnikami. Narzędzia były równie przerażające jak obrazy. Po zwiedzeniu Bernau o godzinie 16 w szkole odbył się wielkanocny kiermasz. Były ciasta, napoje i ostatecznie ognisko.
Dzień 4
Upragniony dzień, dzień zwiedzania Berlina i zobaczenia się z bliskimi w Polsce. W tym dniu dostałem prezent od mojej niemieckiej rodziny w postaci piłki i przewodnika po Berlinie. Od nauczyciela dostałem plakietkę popierająca Angelę Merkel, kanclerza Niemiec. Podczas tego dnia zobaczyliśmy parlament, fragment Muru Berlińskiego, miejsce urzędowania Angeli Merkel, pomniki poświęcone pamięci Żydów wymordowanych przez Niemców podczas II wojny światowej. Do Berlina wyjechaliśmy o 8 rano, a wróciliśmy o godzinie 16, czyli osiem godzin bezustannego chodzenia. Gdy podjechał nasz bus byłem tak szczęśliwy, że nie da się tego opisać tak samo jak powitanie mnie w domu przez moich bliskich.
Patryk Pietrzak kl. Vb